sobota, 18 maja 2013

Rozdział 5



Hejka :D
Dzisiaj taki trochę dłuższy rozdział ;3
Naprawdę, bardzo dziękuje za wszystkie komentarze i wyświetlenia. To jest duża motywacja do dalszej pracy ;)
Jeżeli są jakieś błędy, to bardzo przepraszam... Czytałam parę razy i nic nie dostrzegłam.. No ale ja to ja xd 
______________________

~~
"Żądni krwi zag­ryzą os­tatnie żywe ser­ce we włas­nym stadzie. "
~~

Komisariat policji.
Funkcjonariusz Chad Jones rozpoczynał poranną zmianę. Od kilku tygodni zajmował się rozwikłaniem sprawy tajemniczych morderstw. Chad, w policji pracował już od ponad 10 lat. Był łysym, wysokim, masywnej budowy mężczyzną.
Siedział na posterunku i przeglądał zebrane dowody, których było naprawdę mało. Wtem do jego biurka podszedł inny funkcjonariusz, z wieścią iż złapali jakiegoś podejrzanego.
-Co?-zdziwił się-Jakiego podejrzanego?
-Taki chłopak z liceum nam trochę wypaplał...
-Jaki chłopak? Czemu ja o niczym nie wiem?!-oburzył się
-G..Gerard? Tak, to był Gerard. Powiedział, że Jared miał na pieńku z takim Jasonem. Więc go chwilowo aresztowaliśmy
Chad ominął mężczyznę i udał się do sali przesłuchań. Wszedł do środka. Na przeciwległym krańcu stołu siedział młody chłopak, z blond włosami, zasłaniającymi oczy. Miał ubraną czarną bluzę z kapturem i jakieś luźne jeansy. Funkcjonariuszowi od razu skojarzył się z jednym z dresów, których często aresztowali za kradzież, bądź pobicia. Domyślał się, że rozmowa z nim wcale nie będzie łatwa.
-Ktoś mi powie, co ja tutaj robię?!-odezwał się, kiedy tylko Chad usiadł na krześle naprzeciwko niego
-Jesteś Jason Bennet, tak?- funkcjonariusz zignorował pytanie chłopaka
-Jestem, ale o co chodzi?!
Chad przeglądnął jakieś papiery leżące na stole, w ciągu dalszym ignorując Jasona, którego zachowanie wydało mu się wyjątkowo irytujące.
Nagle do pomieszczenia wpadł niski policjant.
-Chad! Kolejna ofiara! Robi się coraz gorzej!

Kilku funkcjonariuszy podjechało pod miejsce zbrodni, które okazało się zwykłym domem. Po przeszukaniu mieszkania, nie znaleźli nic, oprócz literki "B" wyciętej na ciele jednej z ofiar.
-Chcesz mi powiedzieć, że morderca wszedł po kryjomu do domu, pociachał jakieś kobiety i uciekł nie pozostawiając po sobie żadnego śladu?!-oburzył się Chad-W ogóle, to kto je znalazł?
-Mąż jednej z nich, zaraz go przesłuchamy
-Teraz sobie żartujesz?! Na komisariacie siedzi Bogu Ducha winny dzieciak, a mąż jest wolny i nawet go nie przesłuchaliście?!
-Skąd wiesz, że jest niewinny? No mniejsza o to, nasi patolodzy odkryli, że w każdym z tych ciał nie ma kropli krwi
-Matko Boska, Przenajświętsza! No dziwne, żeby w zmasakrowanych ciałach była krew! Urodziłeś się wczoraj, czy jak?!
* * *
W tym dniu pogoda w ogóle nie dopisywała. Padał deszcz, wiał mocny wiatr i do tego co jakiś czas grzmiało. Gerard i Ray na jednej z przerw siedzieli na parapecie i patrzyli na krople deszczu powoli spływające po szybie.
-Jasona dzisiaj nie ma?-spytał Ray
-Siedzi na komisariacie. Z Mikey'em trochę go podkablowaliśmy i uznali go za podejrzanego-odparł Gerard przeczesując włosy
-Hej Gerard-przywitała się Lindsey, która pojawiła się niewiadomo skąd
-Cześć-uśmiechnął się chłopak
-Dobra, ja idę się pouczyć. Mam teraz sprawdzian z biologii-skłamał Ray i mrugnął porozumiewawczo do czarnowłosego
Lindsey usiadła na miejscu chłopaka i z szerokim uśmiechem wpatrywała się w Gerarda.
-Zastanowiłeś się nad tym balem?-spytała-Propozycja nadal aktualna
-Naprawdę chcesz ze mną iść? -zdziwił się, a ona przytaknęła głową-No to pójdę

Następnego dnia, kilka godzin przed balem, Gerard zaczął żałować swojej decyzji. Zrobię z siebie debila, pomyślał. Mikey szedł ze swoją dziewczyną Alicią. Gerard nie znał jej osobiście, ale z opowiastek Mikey'go można było wywnioskować, że jest naprawdę cudowną i piękną dziewczyną.
Obydwoje długo wahali się co ubrać. W końcu Michael zdecydował się na garnitur, jednak jego brat nie chciał ubierać się aż tak elegancko i ubrał czarną koszulę, a do tego czerwony krawat.
Chłopak miał się spotkać z Lindsey pod szkołą. Czekał tam z 5 minut, gdy nagle zobaczył dziewczynę w długiej krwistoczerwonej sukience.
-Wow, pięknie wyglądasz-powiedział na przywitanie
-Dziękuję-uśmiechnęła się-Ty też się nieźle wystroiłeś. Spodziewałam się, że przyjdziesz w koszulce The Misfits i podartych jeansach.
-Skąd wiesz, że lubię The Misfits?-zdziwił się
-Bo słyszałam jak kiedyś na korytarzu słuchałeś
Weszli na salę gimnastyczną, na której miał odbyć się bal. Była ozdobiona w różne serpentyny, balony i plakaty. W jednym kącie stał stolik z przekąskami, a w drugim cały sprzęt muzyczny. Do tego scena była przygotowana na występ zespołu szkolnego.
Na początku grali jakieś typowo imprezowe piosenki, co raczej nie kręciło Gerarda, więc siedział przy stoliku i patrzył na szczęśliwą Lindsey. W pewnym momencie włączyli Metallice-Nothing Else Matters i wszyscy automatycznie dobrali się w pary. Czarnowłosy postanowił zaryzykować i podszedł do swojej towarzyszki.
-Zatańczysz?-spytał
-Z chęcią-uśmiechnęła się i niemal od razu przytuliła się do niego
Objął ją rękami w pasie i powoli zaczęli tańczyć. Gdy muzyka przestała grać, delikatnie odsunął się od niej. Dziewczyna jednak chwyciła jego nadgarstki i uśmiechnęła się. Zbliżyła się do czarnowłosego i zaskoczyła go pozwalając ich ustom się dotknąć.

~~~
Quentin czekał na nocne metro do domu. Na peronie stał tylko on, ale wyczuwał czyjąś obecność. W końcu na stację podjechało opustoszałe metro. Chłopak wsiadł do ostatniego wagonu i usiadł na pierwszym lepszym miejscu. Rozejrzał się i dostrzegł tylko dziewczynę siedzącą przy oknie ze słuchawkami w uszach. Po chwili dziewczyna wstała i stanęła koło drzwi. Światło wewnątrz metra zaczęło się psuć i momentami panowała totalna ciemność. Quentin zauważył, że za kilka minut miała być jego stacja, więc wstał i stanął obok dziewczyny. Uśmiechał się co jakiś do niej i spoglądał na zegarek. Nagle dziewczyna wzięła zamach i rozcięła chłopakowi brzuch. Odruchowo chwycił się za ranę i poczuł coś galaretowatego. Spojrzał w dół. W rękach trzymał własne wnętrzności. Po chwili poślizgnął się o własną krew. Leżąc na ziemi dostrzegł telefon, znajdujący się kilka metrów od niego. Resztkami sił zaczął się czołgać w jego stronę. Kiedy już go prawie chwycił, dziewczyna stanęła mu na dłoni, łamiąc każdą, nawet najmniejszą kość. Chłopak nie miał już nawet siły na krzyk. Chwyciła go za nogi i przeciągnęła w inne miejsce. Ostatnią rzeczą jaką poczuł, był jej oddech na jego szyi.

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 4



 Wracam po krótkiej przerwie :D Rozdział wyszedł trochę krótki... Byłby dłuższy, ale sobie go skasowałam .__.
Dziękuje za te wszystkie wyświetlenia i komentarze. One naprawdę motywują do dalszej pracy :3
Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział, ale na pewno nie będziecie musieli tyle czekać :P
I bardzo proszę o komentarze, bo to naprawdę mnie motywuję :)  
 _______________________________

 ~~

  "Krzyk ofiary jest naj­lep­szą mu­zyką dla ucha mordercy "

 ~~
Stopniowo wschodzące słońce powoli budziło miasto do życia. Na opustoszałych uliczkach zaczęli pojawiać się ludzie. Gerard leniwie szedł w kierunku szkoły, pozwalając ostatnim promieniom słońca ogrzewać jego twarz. Z każdą chwilą czuł jak coraz bardziej skręca go w brzuchu. Bał się. Po prostu bał się. Wiedział, że Jason był zdolny do wszystkiego.
Przekraczając próg szkoły wziął głęboki oddech, być może ostatni w jego życiu, a potem ruszył w stronę szafki. Zabrał książki i dał głośniej muzykę, aby zagłuszyć wszystkie te krzyki. Zaczął iść w stronę klasy, mając nadzieję, że nikt nie zwróci na niego uwagi. Nagle wpadł na kogoś i wszystkie jego książki wypadły mu z rąk.
-Przepraszam-odezwał się i wyjął słuchawki
-Nic się nie stało-usłyszał dziewczęcy głos
Schylił się i zaczął zbierać książki, a po chwili osoba potrącona zrobiła to samo. Spoglądnął na poszkodowaną dziewczynę i ujrzał Lindsey. Włosy miała związane w luźnego koka, który nadawał jej uroku. W pewnym momencie obydwoje sięgnęli po tą samą książkę. Dłoń Gerarda dotknęła chłodnej i kościstej ręki Lindsey. Wpatrywali się w siebie, słuchając Led Zeppelin-All my love lecące ze słuchawek chłopaka. W końcu czarnowłosy wstał i podał rękę dziewczynie. Ruszyli razem w stronę klasy. Większość osób posyłała im zdziwione spojrzenia. W końcu piękna, popularna Lindsey szła ramię w ramię z jakimś pedalskim Gerardem.
-Idziesz na ten cały bal?-przerwała denerwującą ciszę
-Hm... Wiesz, z reguły nie chodzę na żadne przyjęcia i dyskoteki-odparł
-No, a gdybym cię zaprosiła?-uśmiechnęła się
Odwzajemnił uśmiech, ale nic nie odpowiedział.
-Czemu ludzie cię tak nie lubią?-spytała zakładając luźno zwisający kosmyk włosów za ucho
-Bo jestem inny. Lubię co innego, zachowuję się inaczej... Nawet włosy mam inne-zaśmiał się-Ludzie są wyjątkowo nietolerancyjni
-Zgadzam się. Wiesz co? Zafascynowałeś mnie. Większość ludzi stara wtapiać się w tłum, a ty nie boisz się okazywać tego, jaki naprawdę jesteś.
Uśmiechnął się nieśmiało. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek na lekcje.
-Pośpieszmy się. Teraz matma, a babka to zło-stwierdziła i pociągnęła go za rękę
Mimo tego, iż Lindsey wyglądała na drobną, nieporadną dziewczynę to miała siłę. Gerard trzymając rękę dziewczyny czuł coś dziwnego. Nie wiedział jak to nazwać, ale było to coś wręcz przeszywającego.

* * *
Lisa była wysoką dziewczyną, o długich czarnych włosach. Była czarującej urody, więc z łatwością została modelką.
Słońce już zachodziło za horyzontem, gdy Lisa jechała na sesję. Nie lubiła jeździć w ciemnościach, ale czasami nie było wyjścia.
Jechała już ponad godzinę, a przed nią jeszcze przynajmniej pół godziny. Rozglądała się czy przypadkiem na drogę nie wskoczy jakiś jeleń, gdy nagle usłyszała jakiś huk i jej auto się zatrzymało.
-Cholera-mruknęła pod nosem i wysiadła z samochodu
Otworzyła maskę i zaczęła przyglądać się silnikowi. Trzeba było przyznać, Lisa w ogóle nie znała się na samochodach. Wyciągnęła telefon i chciała zadzwonić po pomoc drogową, ale nie było zasięgu.
Zawiał mocny wiatr i dziewczynę przeszedł dreszcz. Poczekała kilka minut, ale żadne auto nie przejechało.
-No tak, wieś-stwierdziła sama do siebie
Zamknęła auto i postanowiła pójść do jakiegoś najbliższego domu. Szła obejmując się, aby się ogrzać. W końcu po kilkunastu minutach drogi dostrzegła jakiś dom z zapalonymi światłami. Przyśpieszyła kroku i zapukała do drzwi. Nikt jej jednak nie otwierał.
-Jest tam ktoś?-krzyknęła
Postanowiła zaryzykować i wślizgnęła się do środka. W przedpokoju paliło się światło, tak samo w kilku innych pokojach.
-Dobry wieczór!-odezwała się
Weszła w głąb domu. W salonie dostrzegła stłuczoną lampę, poszarpaną firankę i wywalone doniczki. Poszła do jednej z sypialni. Na łóżku leżało ciało, zapewne kobiety, całe zakrwawione i zmasakrowane.
-O mój Boże!-krzyknęła i szybko pobiegła w stronę drzwi
Niemalże była przed wyjściem, gdy wtem ktoś stanął jej na drodze. Po policzkach Lisy zaczęły lecieć łzy strachu. Światło w całym domu zgasło i zapanowały egipskie ciemności. Dziewczyna zaczęła iść tyłem, wpadając na różne rzeczy. W końcu potknęła się o leżące na ziemi zwłoki. Przeczołgała się kilka metrów, ale coś delikatnie przytrzymało ją za nogę. Postać uśmiechnęła się i stanęła na nodze dziewczyny, łamiąc jej kość. Krzyk Lisy odbił się echem po całym domu.
-Puść mnie, proszę-zaczęła-Zrobię wszystko
Postać wzięła coś do ręki i przybliżyła się do zwijającej się z bólu dziewczyny. Po kolejnej próbie, Lisie udało się wstać i na jednej nodze, starała się dość do drzwi.
Postać z dużą siłą uderzyła czymś twardym w tył głowy dziewczyny. Uderzenie było tak mocne, że cała tylnia część głowy była zmasakrowana i do tego wypadło jej oko. Bezwładne ciało dziewczyny upadło zaraz obok innych zwłok.