Nadchodzę z trzecim rozdziałem ;3
Na następny rozdział będziecie musieli trochę poczekać... Teraz wyjeżdżam na kilka dni, a jak wrócę to trochę czasu potrzebuje, żeby napisać nowy...
Tak czy siak, bardzo dziękuje za miłe komentarze. Wszystkie rady postaram się wziąć sobie do serca ;)
No to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych.
Prawie bym zapomniała... W tym rozdziale miała być krwawa masakra... I nawet napisałam taką rzeźnię, ale mama stwierdziła, że to do bani, więc cała strona do kasacji....
Ok, miłego czytania ;3 Mam nadzieję, że pojawią się jakieś komentarze, bo to naprawdę motywuje do działania ;D
____________________________________
~~
" Morderca, aby zostać mordercą, najpierw musi zabić człowieka w sobie. Pierwszą ofiarą mordercy jest on sam. "
~~
Pierwsze 2 tygodnie szkoły nie minęły najgorzej. Gerard
oczywiście był gnojony przez Jasona, ale starał się go unikać. Zaczął się
kolegować z Frankiem, przez co on również stawał się ofiarą głupich żartów.
W piątek była wyjątkowo ładna pogoda i większość uczniów,
przerwy postanowiła spędzić na dworze. Gerard, Frank i Ray siedzieli przy
jednym ze stolików i jedli śniadanie.
-Ej, zauważyliście, że Jareda już drugi tydzień nie ma w
szkole?-odezwał się Ray
-Pewnie znalazł takiego dilera, że teraz leży w jakimś rowie
w Wietnamie-stwierdził Gerard
Zaśmiali się, ale chwilę potem spoważnieli.
-A co jeśli on został ofiarą tego mordercy?-spytał Ray
-Nawet nie mów-wzdrygnął się Frank
* * *
21 września mijała czwarta rocznica śmierci rodziców Gerarda
i Mikey'go. Postanowili nie czekać aż ciocia wróci z pracy, tylko sami się udać
na cmentarz.
Grób rodziców znajdował się na obrzeżach cmentarza, bardzo
blisko lasu. Idąc w jego stronę, Gerard przyglądał się innym nagrobkom. Jedne
były bardzo zadbane, inne poniszczone, a obok walały się jakieś butelki po
piwie. Zero szacunku, pomyślał i przyśpieszył, bo został trochę w tyle.
W końcu zatrzymali się przy grobie. Zapalili po zniczu i
zaczęli się modlić.
W pewnym momencie zawiał mocny wiatr. Podmuch przyniósł ze
sobą zapach trawy i czegoś jeszcze. Czegoś wyjątkowo dziwnego. Tak jakby zapach krwi
pomieszany z czymś zepsutym.
Bracia spojrzeli zdziwieni na siebie. Gerard zrobił kilka
kroków w stronę lasu, ponieważ wydawało mu się, że to stamtąd dochodzi zapach.
-Chyba nie chcesz tego sprawdzać?-przeraził się Mikey
-Chcę-powiedział stanowczo Gerard
Zaczął stawiać powolne kroki na suchych liściach. Z każdym
stawianym krokiem w głąb lasu, zapach stawał się intensywniejszy.
Dróżka, którą szedł doprowadziła go na jakąś polanę.
Rozejrzał się i na odległym końcu dostrzegł coś co wyglądało jak martwe
zwierze. To pewnie stąd zapach, pomyślał i podszedł w tę stronę. Będąc bliżej
ciała, tracił wiarę w to, że to jest zwierze. Stojąc kilkanaście metrów od
zwłok, mógł oficjalnie stwierdzić iż jest to ciało człowieka.
Zawiał kolejny mocny wiatr i do jego nozdrzy dotarł o wiele
mocniejszy zapach.
Zakrył ręką usta, starając się wstrzymywać oddech. Miał
wrażenie, że zaraz zwymiotuje, a do tego zaczęło kręcić mu się w głowie.
W końcu poddał się i nie mógł znieść tego widoku, więc
szybko pobiegł w stronę czekającego brata.
-No i co?-spytał Mikey-Ej, wszystko w porządku?
-Dzwoń na policję-wykrztusił
-Co?!
-Dzwoń na policję-powtórzył
-Kurde, Gerard coś ty tam widział?!-przeraził się i
wyciągnął telefon
-Dzwoń!-krzyknął-Tam ... Tam są zwłoki! Zmasakrowane zwłoki!
Mikey otworzył szeroko oczy ze zdumienia i wykonał telefon.
Po kilku minutach przyjechała policja i karetka. Lekarze zajęli się
osłabionym Gerardem, a policja w tym czasie ruszyła w głąb lasu.
-Jak się czujesz?-spytał Mikey, kładąc dłoń na ramieniu
brata
-Zaraz się chyba porzygam-wykrztusił i kilkakrotnie kaszlnął
W nozdrzach cały czas czuł ten zapach. Zapach gnijącego ciała.
Przed oczami miał ten obraz. Leżące na ziemi, zmasakrowane zwłoki.
W końcu policja wyszła z lasu.
-Chłopak nazywał się Jared... Znaliście go?-spytał jeden z
funkcjonariuszy
-Jared?!-przeraził się Gerard i szybko wziął do ręki butelkę
z wodą. Znowu zaczęło go mdlić i kręciło mu się w głowie
-Chodzi do naszej szkoły-odpowiedział Mikey-A raczej
chodził...
-Na drzewie znaleziono wyryty okrąg, a w środku literkę
"B"-odezwał się drugi policjant-Zastanówcie się, czy przypadkiem nie
znacie jakiś wrogów Jareda, których imię bądź nazwisko zaczyna się na B.
-Ale to na pewno jest ten morderca...-zaczął Gerard
-Pewnie tak... Ale pierwszy raz zostawił po sobie taki ślad
Policjanci zabrali ich na komisariat, aby ich przesłuchać.
Po pół godzinie przyjechała tam również Caroline.
Gerard zaczął się zastanawiać nad tym, jakich wrogów miał
Jared. Chłopak był nierzucającym się w oczy ćpunem, nikomu nie przeszkadzał...
Prawie nikomu. Od zawsze miał na pieńku z Jasonem. Tak jak większość szkoły.
Ale Jared odbił Jasonowi dziewczynę.
-I wymyśliliście jakiś wrogów?-spytał funkcjonariusz
wyrywając Gerarda z rozmyślań
Jason ma na nazwisko... Bennet.
-Ja mam pewne podejrzenia...-odezwał się cicho-Do szkoły
chodzę z chłopakiem, który ma na pieńku z prawie każdym... A szczególnie z
Jaredem...
~~~~
Kevin i jego dziewczyna Ellie, postanowili rozbić sobie
namiot w lesie. Po prostu odpocząć od życia w mieście. Słyszeli wszystkie te
plotki o mordercy, który poluje na swe ofiary w lesie, jednak nie wierzyli w
nie. Z resztą Kevin był wysokim, napakowanym chłopakiem, więc Ellie niczego się
przy nim nie bała. Ellie była drobną, spokojną dziewczyną, więc wiele osób
uważało, że ona wcale nie pasuje do szalonego Kevina, jednak oni byli ze sobą
naprawdę szczęśliwi.
Kiedy rozbili namiot, zmęczeni położyli się w środku.
-Ale nie zacznie padać?-upewniła się Ellie
-Nie powinno... A jak zacznie, to wrócimy do auta-uśmiechnął
się Kevin
Przytuliła się do niego i zaczęli dyskutować o różnych
mniej, lub bardziej ważnych rzeczach. Wtem coś zaczęło stukać o namiot.
-No nie... chyba zaczęło padać-stwierdził chłopak i
delikatnie podniósł się-Pójdę sprawdzić-dodał i wyszedł z namiotu
Dziewczyna nie do końca przejęła się jego słowami, bo była
już dość zmęczona, więc przewróciła się na bok i spróbowała zasnąć.
Po kilku minutach zauważyła, że Kevin nadal nie wrócił, a o
namiot nadal coś stuka.
-Chyba faktycznie się rozpadało-powiedziała do siebie i
wyszła z namiotu.
Rozejrzała się, ale nie dostrzegła chłopaka. Postała tak
chwilę i zauważyła, że wcale nie pada, a jednak cały czas coś stuka o namiot.
Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła duże, czerwone krople spadające na
ściany namiotu. Popatrzyła w górę, skąd kapała ciecz. Na jednej z gałęzi leżało
zmasakrowane ciało Kevina. Krople jego krwi spływały po namiocie aż pod jej
bose stopy. Jej krzyk zagłuszył panującą tam ciszę. Podbiegła w stronę
samochodu i zaczęła szarpać się z klamką. Dopiero po chwili przypomniała sobie,
że jej chłopak miał kluczyki. Rozejrzała się, ale przez panujące tam
ciemności i mgłę, niewiele widziała.
Wtem usłyszała odgłos łamanej gałęzi. Przerażona wzięła
głęboki oddech, a do jej oczu napłynęły łzy. Nagle poczuła mocne uderzenie, a
potem ogarnęła ją ciemność.
Kiedy się ocknęła była przywiązana za nogi do gałęzi drzewa.
Parę razy krzyknęła i próbowała się uwolnić. Zauważyła jak w jej stronę zmierza
jakaś postać. Dziewczyna zaczęła się szarpać, a postać rozcięła nożem jej
brzuch. Ellie poczuła jak krew spływa po
jej ciele. Miała wrażenie, że ktoś przez jej brzuch przeciągnął drut kolczasty. Zaczęła dławić się własną krwią i powoli traciła świadomość. Postać
podniosła zakrwawiony nóż i jak najmocniej wbiła go w brzuch dziewczyny. Jej
krzyki wypełniły cały las.
Kiedy postać była pewna, że dziewczyna już nie żyje,
przywiązała do gałęzi również jej chłopaka. Nożem rozcięła jego bluzkę i
na plecach wycięła okrąg z literą "B" w środku. Na koniec uśmiechnęła się i
zadowolona ze swojego dzieła zlizała krew z noża.
ŁOOOOOOOOOOOOOO *______________*
OdpowiedzUsuńŚwietne <3 Trochę za często używałaś słowa Ellie :P A tak poza tym to super :3
Mam słabość do gałek ocznych, więc jakbyś kiedyś to wykorzystała.... ^^
^^ Rany... Jak ja lubię takie klimaty. Darsa, staph. Powtarzasz się. Wgl... Gdzie on polazł szukać tego deszczu? XDD Wystarczyło wychylić głowę z namiotu, a on polazł go szukać. To jedyne, co mnie... rozbawiło i uderzyło w oczy :3
OdpowiedzUsuńJeżeli już mowa o fetyszach, to ja mam bzika na punkcie kości... Szczególnie palce, nadgarstki i te sprawy. Albo ścięgna *w* Uwielbiam jak mowa o ścięgnach jest :D
Zajebiście piszesz bardzo wciągnęło mnie twoje opowiadanie!!! Kocham Cię za to !!!!!! <333333
OdpowiedzUsuńŚwietne! Pisz dalej uwielbiam to!
OdpowiedzUsuń